Mam absolutną obsesję na punkcie tekstur. W mojej szafie może brakować neonowych kolorów czy krzykliwych logotypów, ale nigdy nie zabraknie w niej swetra, który wygląda jak chmura. Uwielbiam to uczucie, gdy narzucam na siebie coś tak miękkiego i włochatego, że od razu czuję się jak skandynawska influencerka w trakcie kręcenia vloga o slow life. Dziś dziś prawdziwą perełkę, którą wyłowiłam w głębi wyprzedażowych zakamarków. I mówię to z pełną odpowiedzialnością: to prawdopodobnie ostatnia szansa w tym sezonie, by zgarnąć taki skład w tej cenie.
Możecie być zaskoczeni, ale swój ideał znalazłam na stronie H&M. Gigant od jakiegoś czasu łączy oferty swoich marek i dzięki temu mamy dostęp do Weekday bez wychodzenia z głównej witryny. To genialne, bo Weekday ma tę specyficzną, surową i nowoczesną estetykę, której czasem brakuje w regularnych kolekcjach. Na wyprzedaży zwróciłam uwagę na sweter, który został przeceniony na 179,99 zł. Spójrzcie na ten skład: 30% moheru i 30% wełny. W świecie sieciówek, gdzie za 200 zł zazwyczaj dostajemy 100% poliestru, to jest modowy ewenement. 60% naturalnych, grzejących włókien!
Dla mnie moherowy sweter ma w sobie to coś, co sprawia, że nawet najzwyklejsze jeansy i para starych botków zaczynają wyglądać jak stylizacja prosto z kopenhaskiego tygodnia mody. Ale najważniejsze jest to, jak te swetry się starzeją. Wiele osób boi się moheru, a ja go uwielbiam, bo on nie traci na wyglądzie. Podczas gdy tanie, akrylowe swetry po trzech praniach przypominają sfatygowaną ścierkę, porządny miks wełny i moheru trzyma swoją strukturę. Co więcej, charakterystyczny meszek z czasem staje się jeszcze bardziej szlachetny. Mam w szafie modele sprzed kilku lat, które po delikatnym wyczesaniu wyglądają identycznie jak w dniu zakupu.
Czytaj też: CCC przeceniło skórzane oficerki Rieker. Zostały ostatnie rozmiary